Siostra Maria Bonita ma już 90 lat. Jej serce promieniuje radością życia. Nie słychać od niej narzekania i skargi z powodu słabości ciała. Wręcz przeciwnie. W rozmowie z nią można zostać ujętym szczerą wdzięcznością za dar życia. Nasza Jubilatka cieszy się każdą chwilą i błogosławieństwem Bożym, przeznaczonym szczególnie dla tych, którzy mieszkają w klasztorze pełniąc służbę dla chwały Pana.


To, co przyciąga uwagę w kontakcie z Siostrą Marią Bonitą to jej humorystyczne opowieści z życia (tzw. „The Story”), przeniknięte wiarą w Opatrzność Bożą. Choć jest siostrą klauzurową, nie przebywała ciągle w jednym i tym samym klasztorze. Będąc z wykształcenia pielęgniarką, posługiwała – w młodszych latach swego zakonnego życia – chorym współsiostrom w Stanach Zjednoczonych, na Filipinach, w Polsce i w Niemczech. Podróżując do tych krajów, przemierzała kilkakrotnie Ocean Atlantycki – za pierwszym razem statkiem. Z pochodzenia jest Niemką, ale czuje się umiłowaną córką Kościoła katolickiego, który jest Matką wszystkich narodów ziemi. W dzieciństwie przeżyła dramat wojny oraz trud egzystencji i nauki w Polsce za czasów komunistycznych. W młodości zmierzyła się z pracą w szpitalu oraz z decyzją wyjazdu wraz z rodziną do Niemiec Zachodnich w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Odnalazła je, idąc za głosem serca, w klasztorze naszego kontemplacyjnego zgromadzenia, do którego wstąpiła w Steyl.

Ufając Bogu można zapomnieć o sobie i swoich planach na życie. Przyjmując Boże zaproszenie do pójścia drogą rad ewangelicznych, można być szczęśliwym i stać się pięknym darem dla wszystkich. Pytając Siostrę Marię Bonitę o jej ulubiony Psalm, słyszę zawsze tą samą odpowiedź: „The Lord is my Shepherd! – Ale mam też i inne ulubione”. Patrząc w jej uśmiechnięte oczy myślę o Psalmie 73: „Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie, by opowiadać wszystkie Jego dzieła” (Ps 73,28),a także „Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki”(Ps 73,26).

Siostrze Marii Bonicie, oprócz troski o chore siostry, powierzane były również dyżury na furcie klasztornej. Z niezwykłą miłością przyjmowała gości, wysłuchując sercem ich problemów i darząc dobrym słowem. W wolnych chwilach robiła przepiękne kartki okolicznościowe, pisząc ręcznie życzenia i sentencje. Obecnie chętnie zagląda do rozmównicy, jeśli się dowie, że są tam goście. Pamięta imiona naszych krewnych. Za wszystkich się modli i z każdym chce się podzielić radością swego życia. Pośród nas jest „jak oliwka, co kwitnie w domu Bożym ufając łaskawości Boga” (Ps 52,10). Życzymy jej kolejnej dekady rozpromienionego miłością życia.