W historię naszego życia wpisuje się szereg przypadkowych spotkań. Jest ona fascynująca i pełna niespodzianek. Chociaż przewidujemy wydarzenia dnia i przygotowujemy się do nich, to jednak nie wiemy jaki będzie ich przebieg i rezultat. Spoglądając wieczorem na miniony dzień jesteśmy często zaskoczeni tym, w czym uczestniczyliśmy. Niektóre spotkania, chociaż krótkie i nieplanowane mają decydujący wpływ na nasze losy.

Jezus chodząc po ziemi uczył nas pięknych relacji. Wszystkich traktował z respektem i miłością. Nikt dla Niego nie był obojętny – i tak też jest do dzisiaj. Syn Boży nie pozostawił nas samych. Uczestnicząc po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu w chwale nieba jest nadal nieustannym Towarzyszem każdego człowieka. W głębi Jego miłosiernego Serca mamy swój dom. Zaprasza On nas do dialogu na tematy, które dotykają naszej zwyklej codzienności, a także losów świata i dramatów ludzkości.

Jednym z pięknych spotkań Jezusa, które zapisano w Ewangelii jest Jego rozmowa z Samarytanką (zob. J 4, 1-42). Z relacji Ewangelisty Jana wynika, że wydarzenie to było przewidziane przez Jezusa, ale dla mieszkanki Samarii miało charakter całkowitego zaskoczenia. Obyczaje panujące w Samarii podpowiadają, że nikt nie wychodził w upalne południe z domu, chyba, że z bardzo pilnego powodu. Bohaterka tej historii przypuszczalnie unikała swoich sąsiadów i nie zabiegała o rozmowy z nimi. Nie czuła się za dobrze pośród ludzi wytykających jej błędy i krytykujących ją za związki z wieloma mężczyznami. Być może była tą sytuacją bardzo zmęczona i chciała żyć inaczej, ale nie wiedziała od czego i jak zacząć zmianę. Jezus usłyszał jęk jej obolałego serca, wybrał się do Samarii, aby z nią porozmawiać i zaprosić do przyjęcia nowego życia z misją głoszenia królestwa Bożego.

Dialog przy studni Jakuba łamie zwykłe konwenanse ówczesnej Samarii. Po pierwsze w tamtym czasie i miejscu kobiety nie miały w zwyczaju rozmawiać sam na sam z obcym mężczyzną. Do tego też dochodzi honorowany zakaz rozmów Żydów z Samarytanami z powodów religijnych. Jezus przełamuje te bariery. Siada przy źródle wody i jako bardzo niepozorny człowiek czeka na spotkanie. Całą swoją postawą prosi o pomoc. Nie potrafi sam nabrać wody ze studni. Nie ma przy sobie żadnego naczynia. Jest utrudzonym pielgrzymem. Jawi się jako zdesperowany żebrak koniecznej wody do picia w upalny dzień. Budzi po prostu litość. Samarytanka dostrzega Jego obecność w ostatniej chwili, tak że niezręcznie jest jej się wycofać i odejść z powrotem. Poproszona o podanie wody, broni się przed udzieleniem pomocy wykrzykując obowiązujące między ich narodami zasady. Myśli, że ma do czynienia z człowiekiem niespełna rozumu. Jezus cieszy się każdym jej słowem, prowadzi jej myślenie i uwagę ku jej sercu. Uświadamia jej emocjonalne rozbicie, życiowe porażki, a także głębokie pragnienie sensu życia. W rezultacie, kobieta zachęcona sugestią Rozmówcy sama prosi o Wodę Życia. Otrzymuje Ją i biegnie do tych, których wcześniej unikała z radosną nowiną o obecności Mesjasza w ich kraju. Spotkanie kończy się tryumfem miłości i wspólnotą z Jezusem całego miasteczka Sychar.

Samarytanka w spotkaniu z Prawdą i Miłością zostaje uwolniona od nudy i przytłoczenia wypadkami swego losu, których nie chciała, a w które wpadła godząc się, mniej lub bardziej świadomie, na schematyczną egzystencję bezmyślnego kobiecego życia. Jezus uwalnia ją z tej drogi. Zaprasza do nawrócenia. Otwiera przed nią inne perspektywy. Ona je z radością przyjmuje. Staje się świadkiem Jego Miłości. Poznaje, że głoszenie Bożego królestwa jest jej życiową pasją, którą zawsze chciała realizować. Dopiero teraz jednak spotkała Tego, który dał jej mandat do wypełnienia tego zadania.

Ilekroć czytam ten fragment Ewangelii spotykam, jak w lustrzanym odbiciu siebie samą, lub kogoś mi bliskiego. Historia ta ma zawsze inną perspektywę patrzenia i przeżywania, ponieważ ja sama znajduję się w innej sytuacji niż poprzednio. Nigdy też moja interpretacja nie jest jedyna i ostateczna. Ciągle następują kolejne przygody w moim życiu i Ewangelia idzie z nimi w parze. Wiem, że każdy z nas ma inne doświadczenia i inny życiowy grunt dla zamieszkania Bożego Słowa. Cała Ewangelia to żywy Chrystus i niepowtarzalne z Nim spotkania, których każdy z nas doświadcza. To wielki cud obecności Boga pośród nas. Aby żyć trzeba przyjąć miłość i przebaczenie.

Spotkania z ludźmi niepozornymi, w pełnej otwartości na Obecność Bożą, mogą okazać się kluczowymi momentami w zmianie historii życia.